Gródeckie ostatkowe balowanie

25. února 2007, 15:33
Niezbyt długi karnawał w jubileuszowym roku PZKO-wskim zakończyliżmy w Gródku trochę nietypowo – nasz Bal Ostatkowy odbył się bowiem w Domu PZKO w „niebalowy” piątek 16. 2. Dla nas to właściwie nic nowego, bo w samych początkach gródeckich Ostatków przed przeszło 20 laty często balowaliśmy właśnie w piątki. Były jednak w tym roku obawy co do obecności, bo całkiem pokaźnej grupie potencjonalnych balowiczów nie dozwoliła przyjść żałoba w rodzinie lub nagła choroba. W dodatku w okolicy koniec sezonu roił się od różnych bali i zabaw. Rzeczywistość ale – jak się mówi – „przeszła śmiałe oczekiwanie”. Miejsca na sali zajęte niemal wszystkie (dobrze, że i na scenie ich kilka było), a gości razem zeszło się blisko 60. Jedna osoba nawet w stroju śląskim.

 

Bal oficjalnie zagaił prezes gródeckiego MK PZKO Karol Pilch, witając wszystkich obecnych (w tym starostę gminy Pawła Tomčalę z małżonką). Taneczny parkiet zapełnił się wkrótce, bo jakże można byłoby usiedzieć przy takiej doskonałej muzyce. Znów mieliśmy bowiem szczęście co do muzykanta, którym był – po dłuższej przerwie – doskonale nam już znany p. Czesław Pomykacz z Trzyńca. Muzyka była do wyboru i koloru, każdy mógł wybrać coś dla siebie – i wcześniej nieco urodzeni balowicze, i ci dużo od nich młodsi. Ich też na naszych Ostatkach nie brakło.

 

Niecierpliwie czekano na programową niespodziankę. Tym razem był nią występ pary tanecznej juniorów znanego trzynieckiego Klubu Tanecznego „Elan” (dawniej tańczyli oni w zespole „Rytmik” z Jasienia). Tańce latynoamerykańskie w ich wykonaniu były wprost porywające i okazały się dobrą inspiracją dla podziwiających występ balowiczów. Szczególnie bogata była kolejna atrakcja wieczoru, czyli loteria, do której nagrody (nieraz po kilka od pary) przynoszą sami ostatkowi goście. Z owych rarytasów warto wymienić np. domowej roboty grabie i miotłę, lub ostatnią nagrodę – wystawowy wprost „zabijaczkowy” specjał – prosiakową głowę. Nie zabrakło na naszym Balu ani popularnego premiowego tańca z pomarańczami o najzręczniejszą parę. Zwycięzcy – ci sami od kilku lat. Były oczywiście na gródeckich Ostatkach kwiaty od naszych dżentelmenów, a w zamian za nie kotyliony od ich dam. Tym razem były kotyliony szczególnie udane, prawdziwe dziełka sztuki. (Warto by może pomyśleć nawet o jakiejś ich wystawie...). Udana i bardzo smaczna była balowa kolacja (tym razem zasługa kucharki p. Zofii Grocholowej z pomocnicami), smakował też tradycyjny ostatkowy pączek, a właściwie to całe bufetowe zaopatrzenie z domowej kuchni rodem przypadło balowym gościom do gustu.

 

Jak zawsze bawiono się na PZKO-wskich gródeckich Ostatkach doskonale. Przyczynił się do tego i nasz muzykant, przygrywając w przerwie między tańcami na akordeonie do wspólnego śpiewania. Zabawa skończyła się dopiero nad ranem. Kto nie musiał, nie odchodził wcześniej. Wśród rozbawionych gości Balu słychać było, że mają te nasze gródeckie Ostatki jeden zasadniczy mankament: czas na nich zawsze strasznie prędko zleci. I mają rację, bo co miłe i przyjemne, to nieraz zbyt szybko się kończy. Nasze Ostatki też.

 

W imieniu zadowolonych balowiczów pragnę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do organizacyjnego sukcesu naszej tradycyjnej imprezy. Mamy wszyscy nadzieję, że w następnym roku na Ostatkach w Gródku będziemy mogli przywitać jeszcze więcej gości. Z pewnością nikt, kto przyjdzie, nie pożałuje.

 

Lidia Kluz